Akcja Bankiet
Z Anarchopedia
| Artykuł "Akcja Bankiet" jest jeszcze nierozbudowany i wymaga uzpełnienia treści. Jeżeli chcesz, możesz go zmodyfikować, uzupełnić lub rozbudować. |
Cała akcja odbywa się na koszt podatników pod sztandarami pomocy dla najuboższych. Jest to jedna wilka kpina i manipulacja. W ten sposób krakowscy anarchiści chcą zwrócić uwagę na hipokryzję władz, na ekspansywną i nie ludzką politykę kapitalizmu, wyzysk i oszukiwanie pracowników, nie przestrzeganie praw człowieka i pracowniczych, oraz na problem biedy, głodu i bezdomności w Krakowie, co jest spowodowane działaniami tych osób.
[edytuj] 1997
Precz z balem obłudy! 25 stycznia 1997 roku będziemy świadkami kolejnego balu charytatywnego Prezydenta Miasta Krakowa z udziałem licznych biznesmenów, polityków, bankierów i innych przedstawicieli "wyższych sfer". Uczestnicy tej napuszonej imprezy będą pozowali na wielkich przyjaciół ludu. W rzeczywistości są to ludzie, którzy żyją z przymusowych podatków, oszukiwania pracowników, korupcji i podporządkowywaniu wszystkiego i wszystkich swoim prywatnym interesom. Jałmużna podarowana przez bogatych snobów nie zrekompensuje strat, jakie poniosło społeczeństwo w wyniku ich działalności. Oto kilka wybranych przykładów: Józef Lasota - prezydent miasta jest żywym dowodem na to, że pieniądze w rękach władzy to pieniądze zmarnowane. 1 miliard 250 milionów starych złotych wydano wiosną `96 na zmontowanie dwóch ekskluzywnych łazienek dla władz Krakowa. Nie zabrakło nawet przedstawiającego słoneczko witraża! Komputeryzacja Urzędu Miasta, która miała zakończyć się w 1996 roku i kosztować 17 mld starych złotych, kosztowała już ponad 30 mld i końca wydatków nie widać. Andrzej Gocman i Henryk Kuśnierz - biznesmeni, którzy zostali właścicielami firmy "KrakChemia" w wyniku sfałszowania dokumentów przez ówczesnego ministra prywatyzacji Janusza Lewandowskiego, a efektem były straty: 19 mld starych złotych (dla porównania dochód z poprzedniego balu dobroczynnego wyniósł 1,5 mld starych złotych). Grzegorz Hajdarowicz - były radny i właściciel hurtowni leków, który traktował podwładnych jak kupione bydło. Nie można tego inaczej nazwać, ponieważ zmuszał zatrudnionych do wykonywania prac, których nie było w umowie, nie wypłacał ekwiwalentu za ubrania robocze i wyrzucał z pracy bez okresu wypowiedzenia. W czerwcu `96 nie wywiązał się z obowiązku utworzenia funduszu socjalnego dla pracowników. Już wcześniej dał się poznać jako "dobroczyńca" - np. podarował transport przeterminowanych leków (6 miesięcy po okresie ważności) dla dzieci w Kazachstanie. Krzysztof Kasprzyk - dyrektor salonu gry Bingo, w czerwcu `96 wyrzucił z pracy pięcioro organizatorów związku zawodowego, którzy zbuntowali się przeciw pracy na zmiany po 12 godzin, bez prawa do przerw, oraz niedotrzymywania wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach. Wszyscy zostali zwolnieni bez okresu wypowiedzenia otrzymując zakaz wstępu do lokalu, nawet w charakterze klientów. Opisane powyżej machinacje są popularnymi sposobami na wejście do kręgu ludzi bogatych i wpływowych. Pojawiają się wszędzie tam, gdzie trwa pogoń za zyskiem i władzą, rywalizacja w której słabsi są traktowani jak odpady produkcyjne. Zwycięzcy żyją w luksusie, a przegrani grzebią w śmietnikach. Ludzie, którzy stroją się w piórka dobroczyńców, zmuszają nas do wybierania pomiędzy losem niewolnika na pensji a życiem nędzarza (19 mln spośród mieszkańców Polski żyje poniżej oficjalnego minimum socjalnego, a kilkadziesiąt tysięcy jest bezdomnych). Żadna jałmużna nie rozwiąże problemów społecznych. Jedyna szansa - to czynna walka z panującą obłudą i niesprawiedliwością społeczną. Za to, co nam ukradli pseudofilantropi, możemy sami zapewnić godne życie sobie i swoim rodzinom. Uderzajmy w pewnych swojej bezkarności burżujów i biurokratów! DEMONSTRACJA 25 stycznia 1997 roku w sobotę o godz. 20.00 Rynek Główny, pod pomnikiem Mickiewicza
[edytuj] 1999
3 lutego odbyła się tradycyjna demonstracja Federacji Anarchistycznej przeciw prezydenckiemu balowi charytatywnemu w radzie Miasta Krakowa, imprezie znanej z udziału licznych szumowin ze świata polityki (wojewoda, posłowie i senatorowie, głównie z koalicji rządzącej) i biznesu (pogromca związków zawodowych Sobiesław Zasada, małżeństwo Calików - złodziejskich biznesmenów-recydywistów i wielu innych). O godz. 19.30 w Rynku Głównym anarchiści zaczęli rozdawać bezdomnym ciepłe posiłki i owoce. Następnie, gdy jedni kończyli konsumpcję, a inni rozwijali sztandary, pojawili się aktorzy z zaprzyjaźnionego "Teatru im. Bertolda Brechta", którzy zaprezentowali sztukę na motywach "Balu w operze" J. Tuwima. Stanęła więc drabina społeczna z siedzącym na jej szczycie "Wielkim Burżujem" przypalającym cygaro płonącymi banknotami dolarowymi, powiewała flaga z symbolem $, odbył się konkurs picia wódki, w którym najbardziej wytrwali okazali się biskup i komendant policji, było wielkie żarcie i rzucanieAkcja "resztek z pańskiego stołu" w zgromadzony tłum, a każdej scenie towarzyszyła recytacja poematu Tuwima. Po spektaklu ponad 100 osób z flagami, transparentem "Chcemy pracy, nie jałmużny" i przy wtórze bojowego rytmu wybijanego na bębnie, skierowało się w stronę Rady Miasta, gdzie pojawili się już pierwsi goście. W związku z tym, że kilka dni wcześniej prezydent miasta A. Gołaś postanowił zaryzykować i wycofał policję sprzed urzędu (oczywiście czekała w pogotowiu, na tyłach budynku) pozostawiając tylko strażników miejskich, po raz pierwszy od kilku lat ulice wokół magistratu nie były zablokowane przez kordony pałkarzy i metalowe płotki, a demonstranci bez przeszkód dotarli przed główne wejście. W kierunku przybywających przedstawicieli establishmentu poleciały śnieżne kule, rozbryzgując się na ich głowach, wznoszono okrzyki, z których najłagodniejszy brzmiał: "Burżuje do łopaty", próbowano nawiązać konwersację zapytując np. "-Ilu pracowników musiałaś okraść, żeby nosić takie piękne futro?!", oraz spalono też flagę z symbolem dolara. Od czasu do czasu dochodziło do drobnych przepychanek ze strażnikami miejskimi. W końcu do demonstrujących wyszedł dyrektor urzędu miasta Zbigniew Fijak proponując wódkę za rozejście się. Propozycję odrzucono i pikieta trwała do godz. 22. Oprócz krakowian w demonstracji wzięli udział anarchiści z kilku innych miast.
[edytuj] 2001
Akcja miała odbyć się 24 lutego o godz. 20.00 pod pomnikiem Adama Mickiewicza, od rana do Krakowa zjeżdżali ludzie z różnych stron Polski, około godz. 13-tej na rynek wyszła grupa osób wraz ze szczudlarzem, w celu rozdania ulotek oraz zaproszenia ludzi na wieczór. Od wieczora tajniacy regularnie legitymowali i spisywali ludzi krążących po mieście, w ciągłym ruchu było parę wozów policji. Również grupa idąca na akcję z pokazu filmów antyglobalizacyjnych, który miał miejsce w Łaźni została przytrzymana i wylegitymowana na wysokości Wawelu.
Przed dwudziestą, gdy druga grupa szykowała się do wyjścia na podwórze na Smoleńsku, pojawiła się policja, dlatego też trochę się opóźniło. Policjanci (z bronią na gumowe kule) nie wypuścili nikogo z kamienicy, przyblokowali wejście, spisywali, nagrywali na kamerę, oraz bezprawnie wtargnęli do mieszkania Marka, jednak zostali z niego szybko usunięci, gdyż oczywiście nie mieli rewizji.
Po jakiś 30-minutach grupa pod eskortą ruszyła w stronę Centrum, gdzie już z odsieczą szli wcześniej zatrzymani aktywiści oraz dziennikarze. Po połączeniu się obydwu grup wesoły i kolorowy korowód ruszył pod pomnik Adama Mickiewicza. Tam rozdano wegetariański bigos dla bezdomnych, w atmosferze karnawału i wesołości spożywano wszelakie różności. Cały czas przez tubę skandowano hasła i żądania protestujących.
Następnie ulicą Grodzką tłum ruszył pod Magistrat, ten otoczony metalowymi bramkami, stał chroniony przez Straż Miejską, zaś w każdej z przyległych uliczek ukryte stały busy prewencji. Z ciekawostek, przy plantach zaparkowana została armatka wodna pamiętająca jeszcze świetność ZOMO. Po obrzuceniu Magistratu petardami, skandowaniu haseł grupa manifestantów ruszyła ponownie na Smoleńsk. W akcji uczestniczyło 250 osób plus gapie.

